Płetwy w treningu triathlonisty

Płetwy w treningu triathlonisty

Oferta rynkowa akcesoriów pływackich wprowadza, szczególnie wśród amatorów, szereg wątpliwości związanych z zakupem. Zimowe miesiące poświęcimy więc na przybliżenie naszym czytelnikom tej tematyki, zaczynając od płetw.

Amatorzy często starają się brać przykład z zawodników sportu wyczynowego, lecz w tym przypadku nie dostaną konkretnej wskazówki. U pływaków to trener decyduje o wykorzystaniu akcesoriów na treningu, a tu panują dwie szkoły. Jedna głosi, że możemy uczyć się pływać bez przyborów, a wręcz nawet powinniśmy ich unikać, ponieważ docelowy start nie odbywa się w sprzęcie. Triathlon przecież nie polega na szybkim pływaniu z bojką, w łapkach czy w płetwach. Jest też inna szkoła, zdaniem której te pomoce mogą nam ułatwić doskonalenie umiejętności technicznych, ponieważ często w ten sposób będzie nam łatwiej wykonać dane ćwiczenie. Kiedy już je opanujemy w mniej wymagających warunkach, odkładamy pomoce na bok i przechodzimy na kolejny etap zaawansowania. Wybierając własną drogę powinniśmy się zastanowić, która opcja bardziej do nas przemawia i wykorzystywać pomoce tam, gdzie rzeczywiście mogą mieć sens.

Na nudę

Bez wątpienia można stosować łapki, płetwy, rurki, koszulki czy majtki oporowe w celu urozmaicenia treningu pływackiego, który nie dla każdego musi być ciekawy. Mogą one przełamać odczuwalną monotonię czasu spędzonego na pływalni. W takim przypadku, nawet jeżeli sprzęt niewiele pomoże w doskonaleniu umiejętności, to przynajmniej uczyni trening przyjemniejszym.

Prowadząc trening

W swojej praktyce nie proponuję naszym pływakom zbyt częstego przynoszenia sprzętu. Szczególnie w sytuacjach kiedy trenujemy dwa razy w tygodniu, a zajęcia nie są dłuższe niż godzina. Uważam, że efektywniej wykorzystamy czas na doskonalenie umiejętności pływackich nie stosując dodatkowych akcesoriów.

Co, gdzie, kiedy?

Na początkowym etapie pływania najbardziej przydatne będą właśnie omawiane dziś płetwy. Przede wszystkim rozciągają i rozluźniają staw skokowy. Nawet jeżeli jako osoby dorosłe nie możemy oczekiwać spektakularnych sukcesów w zwiększeniu zakresu ruchu stawów, to już samo jego rozluźnienie bardzo nam pomoże, gdyż początkujący często są niezwykle usztywnieni w wodzie. Płetwy mogą wpłynąć na wydłużenie kroku pływackiego z racji tego, że ich pióra powodują pewien opór, a miękkie pióro dodatkowo może się zawijać. My pokonując ten opór pracujemy nogami wolniej. Ten wydłużony cykl powoduje, że nie bardzo wiemy co robić z rękami. Najczęściej wtedy automatycznie staramy się zwiększyć zakres ich pracy wyciągając się, aby „znaleźć im zajęcie” przez dłuższy czas niż zwykle. Często przy braku umiejętności technicznych i kłopotach związanych z wypornością oraz prawidłową pozycją w wodzie płetwy powodują, że pływamy z mniejszą intensywnością. Taki sam efekt u tych osób uzyskujemy przy zastosowaniu wypornej bojki czy deseczki między nogami. Jest to przykład na korzyści pośrednie, gdzie nie chodzi o konkretne „funkcje” danego sprzętu, lecz raczej stworzenie większego komfortu i spokoju w wodzie, niezbędnego do pracy nad podstawami techniki. Im mniej jesteśmy zaawansowani, tym dłuższej płetwy powinniśmy szukać w sklepie. Im jesteśmy bardziej zaawansowani, tym płetwa może być sztywniejsza i krótsza, aczkolwiek nie jestem zwolennikiem krótkich płetw sprinterskich. Długa płetwa z miękkim piórem uczy zawodnika początkującego, co to jest „strzał stopą z bacika”. Noga powinna pracować jak bat, a stopa jak jego końcówka. Jeżeli założymy długą płetwę, będzie ona działać właśnie jak taka końcówka, co pomoże nam poczuć szybciej ten efekt. W krótkiej płetwie będzie to niezwykle trudne do uzyskania. Dłuższa spowoduje szybsze rozluźnienie stawu, ponieważ stawiając większy opór zmusza nas do przyjęcia najbardziej efektywnej pozycji. W krótkiej wciąż będziemy wykonywać ruch, który nazywam „kopaniem palcami w dno”.

Na własnym przykładzie

Nawet ja, mimo że jestem pływackim sprinterem, w swoim treningu wolę płetwę długą. Być może będzie dla mnie za miękka, szukam wtedy sztywniejszego modelu, ale nie spotkałem płetwy krótkiej, w której praca nóg byłaby podobna do tego, co robię bez niej. A jaki jest sens ćwiczenia niewykorzystywanej w praktyce techniki? Co prawda mam w swoim ekwipunku płetwy krótkie, ale są to modele szerokie, z miękkim piórem i mimo wszystko dłuższe niż „sprinterskie”. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie zauważyłem bezpośredniej korelacji wyników na zawodach z tym czy w cyklu przygotowań używałem sprzętu, czy nie. A zdarzały mi się obydwa warianty. Płetw używam w treningu szybkościowym, aby móc osiągać w jego trakcie prędkości równe lub wyższe od startowej. W ten sposób uczymy się pokonywać opór wody na tych prędkościach, ale jednocześnie nie musimy wprowadzać się w maksymalną intensywność, co byłoby często nawet niemożliwe na treningu.

Stojąc na brzegu

Podstawowym błędem jaki widzę u trenujących amatorów to niewłaściwe wykorzystanie płetw. W zasadzie można wręcz mówić o ich nieużywaniu. Triathloniści, Mastersi bez przeszłości zawodniczej bardzo często nie angażują nóg w pływaniu, założenie płetw w niczym nam wtedy nie pomaga, ponieważ nie generują one napędu. Zauważyłem pewną prawidłowość w treningach grup pływackich dzieci. Jeżeli założymy im płetwy, zaczynają one ze sobą rywalizować mając do dyspozycji treningowy gadżet. Szybko zauważają, że używanie nóg powoduje znacznie szybsze pływanie. To w sposób podświadomy wprowadza u nich nawyk, który pozostaje po zdjęciu płetw. Ma to całkiem dobre przełożenie na początkujących amatorów. Oni też są na tym etapie rozwoju bardziej podatni na kształtowanie wzorców, a także (co bywa męczące dla trenera) mają nieodpartą potrzebę rywalizacji nawet na treningu.

Bajery

Nie powinniśmy spodziewać się rewolucji po wyszukanych technologicznie modelach, które poprowadzą nam nogi w wodzie czy dokonają innych ulepszeń technicznych. Wystarczy przyjrzeć się zawodnikom – oni używają bardzo prostego sprzętu. Choć większość z tych nowinek nam nie przeszkodzi, czasem nawet nieco pomoże, to zdecydowana przewaga bodźców treningowych pochodzi z naszego ciała. To ono jest twórcą i tworzywem, a najbardziej nawet przydatny czy zaawansowany sprzęt pozostanie jedynie dodatkiem.

Artykuł pochodzi z magazynu „Triathlon” będącego częścią miesięcznika „Bieganie”, grudzień 2015 

Przygotował: Andrzej Skorykow