Oddychanie? Nie, dziękuję!

Oddychanie? Nie, dziękuję!

Rozpoczynamy cykl wywiadów, które od  dziś będą regularnie ukazywać się na  stronie Mastersów. Mamy w zanadrzu  sporo osób, związanych bezpośrednio z  WMT lub z naszych ‚okolic’, którzy  zostali przez nas zaklasyfikowani jako  potencjalnie ciekawi rozmówcy  (strzeżcie się, bo być może na Was już  też łapiemy azymut!) 🙂 Bohaterami  wywiadów będą ludzie, którzy pływają,  a ponadto robią coś interesującego – a  ich koledzy i koleżanki z pływalni nie  zawsze o tym wiedzą!
Dzisiaj publikujemy rozmowę z Hanią Sikacz – pływaczką-amatorką, członkinią wrocławskiego klubu Redeco  Masters, uczestniczką obozów Warsaw Masters Team i.. freediverką!

Na początek krótkie wyjaśnienie, co to za dyscyplina:
Freediving, inaczej swobodne nurkowanie, polega na zanurzaniu się pod wodą na wstrzymanym oddechu. Konkurencja ta zdobywa coraz większą popularność wśród nurków sprzętowych, którym butla z tlenem i reszta ekwipunku zaczyna ciążyć i przeszkadzać w entuzjastycznym odkrywaniu uroków morskich głębin. Choć jest to sport wymagający dobrej kondycji i gruntownego przeszkolenia, nakłady finansowe konieczne do rozpoczęcia freedivingu nie są duże (co również może być zachęcające dla osób, które marzą o nurkowaniu, ale nie mogą sobie pozwolić na zakup drogiego sprzętu do nurkowania).

Jest wiele konkurencji freedivingowych, które dzielą się na dwie kategorie: nurkowanie bezdechowe na głębokości i w basenie. Konkurencje głębokościowe polegają na zejściu jak najniżej pod wodę; freediverzy osiągają to za pomocą balastu (stałego lub zmiennego – ten drugi można odrzucać w trakcie próby) lub liny, po której schodzą w dół i wracają na powierzchnię (free immersion). Istnieje także konkurencja ‚no limits’, która – jak sama nazwa wskazuje – nie określa zasad zanurzania i wynurzania się (innymi słowy wszystko zależy od wyobraźni zawodnika). W konkurencjach basenowych zawodnicy przepływają jak najdłuższy dystans pod wodą (dynamika – w płetwach lub bez nich) lub nie ruszając się, leżą na wodzie z zanurzoną twarzą (statyka) – tutaj liczy się jak najdłuższy czas.

Profesjonaliści osiągają naprawdę imponujące wyniki. Francuz Stephane Mifsud w ostatniej z wymienionych wyżej konkurencji wstrzymał oddech na ponad 11,5 minuty! Najwytrzymalsza kobieta nie oddychała nieco ponad 3 minuty krócej, co i tak daje niesamowity rezultat. Jak oni to robią? W czym tkwi sekret? I przede wszystkim – dlaczego ludzie wybierają tak osobliwą i nieco ekstremalną dyscyplinę sportu? O to wszystko mieliśmy okazję zapytać Hanię..

hania

Joanna Skutkiewicz: Zajmujesz się dwiema dyscyplinami: pływaniem i freedivingiem. Zacznijmy więc od pływania: jak długo trenujesz i co Cię łączy z WMT?
Hanna Sikacz: W kategorii Masters pływam od trzech i pół roku. Wcześniej od dziecka pływałam także amatorsko, ale nie tak intensywnie, jak od czasu przyjścia do klubu Redeco Masters we Wrocławiu (sekcji pływackiej prowadzonej przed Darka Wolnego). Już w pierwszych miesiącach pływania w klubie wystartowałam w zawodach i trafiłam na obóz pływacki WMT. Kiedy tylko mogę, korzystam z wyjazdów organizowanych przez Andrzeja Skorykowa, bo jest on dla mnie ogromną inspiracją, motywacją do dalszego trenowania i realizowania swojej pasji. Mam wrażenie, że zasoby energii Andrzeja są niewyczerpywalne, dlatego korzystam z niej ile tylko mogę.
Michael Phelps w swojej biografii napisał: „zanim przyjdzie zwycięstwo, musi narodzić się zaangażowanie”. Mogę podpisać się pod tym zdaniem, ale dodam jeszcze, że pełny sukces w sporcie – na przykład w pływaniu – pojawia się, kiedy zaangażowanie jest po obu stronach – u zawodnika i u trenera. Andrzej jest całym sobą z nami (Mastersami), jest bardzo zaangażowany i to się czuje. Później to wszystko przekłada się na nasze sukcesy, które każdy rozumie oczywiście inaczej. Dla mnie niekoniecznie są to zdobywane medale ma zawodach, bardziej jest to kwestia przełożenia tego pływania na inne obszary życia. Trening pływacki, a także freediving, jeśli tylko jest się zaangażowanym, zmienia myślenie i nastawienie do wielu kwestii. Oczywiście zmiany te są tylko pozytywne.

JS: Freediving nie jest popularną dyscypliną, a i dla pływaków z reguły jest zupełnie obcy. Proszę nam opowiedzieć coś o Twojej przygodzie z nurkowaniem na bezdechu!
HS: Zajęłam się tym we wrześniu 2011r., kiedy trafiłam na kurs organizowany przez Szkołę Freedivingu FREEDIVE Bartosza Morawca. W marcu 2011 roku we Wrocławiu odbył się Apnea Festiwal; tam, jeszcze jako widz, po raz pierwszy zetknęłam się z osobami uprawiającymi tę dyscyplinę. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, bo wchodząc na basen, na których te zawody się odbywały, przy dźwiękach muzyki z filmu „Wielki Błękit” poczułam, że jest to bardzo ważny moment w moim życiu. Nie myliłam się, bo od tego momentu zaczęłam realizować swoje marzenia, które kiełkowały we mnie już od wielu lat, odkąd obejrzałam film Luca Bessona. Później oglądałam ten film wielokrotnie, ale przez długi czas nie zajmowałam się freedivingiem aktywnie. Nurkowałam ze sprzętem, ale było to związane przede wszystkim z dostępnością tego sportu. Jednak od kiedy uprawiam freediving, nurkuję już tylko w ten sposób.
Zapisanie się na kurs freedivingu było uwieńczeniem marzenia o rozpoczęciu przygody z tą dyscypliną. Od czasu podjęcia decyzji o udziale w kursie marzenia zamieniły się w konkretne plany, mające określony termin realizacji. Inspiracją były dla mnie takie legendy freedivingu, jak Jacques Mayol czy Enzo Maiorca i tak się złożyło, że w końcu mogłam lepiej zrozumieć, na czym polegała ich pasja.

JS: Czy to znaczy, że zajęcia kursowe były Twoim pierwszym krokiem w stronę stania się freediverem?
HS: Tak, przed rozpoczęciem kursu nie zajmowałam się freedivingiem. Uważałam, że najwłaściwszym sposobem na zabranie się za ten sport będzie właśnie rozpoczęcie zajęć pod okiem wyszkolonego instruktora. Bartek Morawiec wprowadził mnie do środowiska freedivingu, na początku lokalnego – wrocławskiego, z czasem też krajowego. Teraz mam już okazję poznawać środowisko międzynarodowe.
Myślę, że zwłaszcza Mastersi i uczestnicy obozów WMT doceniają możliwość pływania pod okiem profesjonalnych instruktorów i trenerów. Wiedzą, jak dużą rolę grają oni w rozwoju naszych umiejętności pływackich. Niewłaściwe nawyki pływackie uniemożliwiają realizowanie określonych celów treningowych  zawodniczych. Podobnie jest z freedivingiem.

JS: Jak wyglądają etapy nauki freedivingu? Czy na kursy przychodzi wielu chętnych? Czy wszyscy pomyślnie je kończą, czy może występuje pewnego rodzaju ‚naturalna selekcja’ – ktoś się rozmyśla, stwierdza, że to zbyt niebezpieczne albo się do tego nie nadaje?
HS: Kursy w systemie Apnea Academy, w których uczestniczyłam, składają się z trzech poziomów. Każdy z kursów kończy się zaliczeniem i certyfikatem (szczegółowy opis kursów dostępny jest na http://www.freedive.pl/apneaacademy/). Pełny kurs to zajęcia na basenie, wodach otwartych, ćwiczenia na lądzie oraz zajęcia teoretyczne. Elementami kursów są m.in. zasady bezpiecznego nurkowania, zasady systemu partnerskiego, filozofia freedivingu, techniki oddychania, technika pływania, podstawy treningu stosowanego we freedivingu. W kursach, w których uczestniczyłam (na I, II i III stopniu) frekwencja zawsze dopisywała. Oczywiście zdarza się, że osoby z różnych względów nie decydują się od razu na kolejny stopień. Jednak nie znam przypadku, żeby ktoś w trakcie trwania kursu rozmyślił się stwierdzając, że jest to niebezpieczne. Zdecydowana większość osób na różny sposób wiąże się z freedivingiem na długo. Środowisko freediverów nie jest jednak bardzo liczne. Jesteśmy w stanie wszyscy poznać się i spotykać na wspólnych treningach, różnych wyjazdach i zawodach. Wydaje mi się, że freediving wymaga większego spopularyzowania i przede wszystkim zmiany błędnego postrzegania tego sportu jako tego wyjątkowo niebezpiecznego.

JS: Kiedy po raz pierwszy zanurkowałaś na bezdechu w wodzie otwartej? Jak wspominasz to wydarzenie? Podejrzewam, że musi to być potężne przeżycie emocjonalne. Jak wytrzymać bez oddychania, gdy jest się zestresowanym?!
HS: Świadomie ze wstrzymanym oddechem zanurkowałam latem zeszłego roku. Podczas pierwszych moich nurkowań miałam duże problemy z wyrównywaniem ciśnienia w zatokach. Złożyły się na to problemy zdrowotne i brak pewnych umiejętności. Samo nurkowanie nie wiązało się dla mnie ze strachem czy stresem, raczej byłam zmartwiona moimi problemami z zatokami i tym, że nie będę mogła realizować swojej pasji na wodach otwartych. Z czasem było już lepiej, a z każdym kolejnym wyjazdem coraz lepiej wychodziły mi cały czas ćwiczone i poprawiane techniki schodzenia pod wodę i wyrównywania ciśnienia. Emocje były ogromne, kiedy po raz pierwszy poczułam tzw. free fall, czyli swobodne opadanie po osiągnięciu ujemnej (negatywnej) pływalności. Całkowita swoboda, zrelaksowanie i skupienie na tym co się działo w danym momencie. Pod wodą przestaje mieć znaczenie to, co się dzieje na powierzchni wody – co nie znaczy, że nie chcę się wrócić na ląd. Radość jest ogromna, jak kolejny wyjazd przynosi nowe doświadczenie, nowe emocje i dodatkowo nowy rekord życiowy.

JS: Wróćmy do kwestii bezpieczeństwa i postrzegania freedivingu jako zajęcia ekstremalnego. Podobno dość często zdarza się tak zwany ‚shallow water blackout’, czyli utrata przytomności na końcowym etapie wynurzania się spod wody. Rozumiem, że w celu zminimalizowania ryzyka następstw tego zdarzenia należy zawsze nurkować z partnerem, który pozostaje w gotowości do wyłowienia ofiary z wody. Jednak czy zawsze tego typu incydenty kończą się pomyślnie?
HS: Ryzyko ‚shallow water blackout’ oczywiście występuje, ale to nie znaczy, że zdarza się często. Zasady systemu partnerskiego to podstawa freedivingu i jeśli tylko przestrzega się ich zasad, to nie powinno stać się nic złego. Bardzo ważne jest to, żeby mieć przy sobie dobrze przeszkolonego partnera. Oprócz treningów w wodzie, na lądzie powinno się też poświęcić czas np. na szkolenia z zasad udzielania pierwszej pomocy (dla własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa innych nurkujących). Powszechnie freediving uważany jest za sport ekstremalny, ale bardzo chciałabym zmienić to przeświadczenie, że jest sportem niebezpiecznym, wymagającym ponadprzeciętnych zdolności fizycznych. Jeśli poszerzy się wiedzę i pozna teorię z zakresu funkcjonowania organizmu i środowiska wodnego, połączy to z praktyką, ćwicząc i trenując od początku pod okiem przygotowanych do tego osób, to wstrzymanie oddechu pod wodą będzie wiązało się z komfortem, przyjemnością, relaksem, odprężeniem, swobodą, rozluźnieniem i odpoczynkiem.

JS: Jednak lista potencjalnych niebezpieczeństw, związanych z zanurzaniem się w głębinach, jest dosyć długa. Istnieje jeszcze ryzyko wystąpienia choroby dekompresyjnej, zgniecenia płuc, pęknięcia bębenka w uchu i wystąpienia zaburzeń równowagi… W polskich wodach otwartych można się jeszcze zaplątać w porzucone liny i sieci. Mimo to nurkowanie na bezdechu ma rzeszę miłośników. Proszę mi wybaczyć płytkość tego pytania (tak, to dobre określenie w tym kontekście!), zapytam wprost: dlaczego? Co w tym jest, że chce się wciąż i wciąż nurkować, nie zabierając ze sobą butli z tlenem?
HS: Nurkowanie z butlą wydaje mi się teraz bardziej niebezpieczne niż nurkowanie bez butli. Jedną z częstych przyczyn wypadków nurkowych jest zawodność sprzętu. Poważne wypadki we freedivingu prawie się nie zdarzają. Jeśli jednak dotyczą freedivingu, to są to przypadki w kategorii, w której jest używany dodatkowy sprzęt. Mam tu na myśli kategorię ‚no limits’, kiedy nurek zanurza się z dodatkowym balastem, najczęściej na specjalnej konstrukcji zwanej ‚windą’, a wynurza w dowolnie wybrany przez siebie sposób, na przykład za pomocą balonu z powietrzem. W całej historii freedivingu znanych jest tylko kilka takich przypadków.
Niektóre niebezpieczeństwa związane z nurkowaniem ze wstrzymanym oddechem są mniejsze niż w przypadku nurkowania sprzętowego. Ryzyko wystąpienia choroby dekompresyjnej nie występuje we freedivingu w ogóle, ponieważ nie oddycha się sprężonym gazem. Istnieje dużo różnic w fizjologii i fizyce związanej z freedivingiem i nurkowaniem ze sprzętem. Poznanie i zrozumienie tych różnic pozwala mi czuć się bezpiecznie i pewnie mimo wstrzymania oddechu.
Dzięki freedivingowi można nie tylko zanurkować w głąb „wielkiego błękitu”, ale także w głąb siebie. Każde nurkowanie ze wstrzymanym oddechem związane jest z bliższym poznawaniem samego siebie.

JS: Proszę wyjaśnić czytelnikom jedną kwestię. W powszechnej świadomości pokutuje opinia, że po około czterech minutach pozostawania na bezdechu dochodzi do niedotlenienia mózgu i nieodwracalnych zmian w organizmie. Mówiąc prościej, ludziom wydaje się, że nurek pozostający pod wodą tak długo wynurza się o kilka punktów IQ uboższy. Fizjologicznie jednak sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i faktem jest, że umysłowi nurka raczej nic nie grozi. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?
HS: W swoim organizmie nie zauważyłam żadnych negatywnych zmian, wynikających z nurkowania na bezdechu. Z freedivingiem wiąże się wręcz większa dbałość o swoje zdrowie. Nauczyłam się bardziej zwracać uwagę na reakcje swojego organizmu w różnych sytuacjach i ewentualnie rozpoznawać jakieś anomalie, a następnie w porę na nie reagować.
Należy rozróżnić świadome wstrzymanie oddechu od bezdechu wywołanego jakimiś negatywnymi czynnikami zewnętrznymi lub spowodowanego chorobą (zespół objawów chorobowych związanym z bezdechami w czasie snu). Freediving jest sportem, w którym oddech wstrzymuje się świadomie. Mogę nawet stwierdzić, że to psychika w tym sporcie odgrywa najważniejszą rolę.

JS: Dramatycznie wyglądający ‚blackout’ jest ‚tylko’ ochroną organizmu przez niedotlenieniem – zachłanny mózg odcina zasilanie pozostałym członkom, żeby skierować całą krew do siebie. Jednak na zawodach tej dyscypliny warunkiem zaliczenia próby jest wynurzenie się w ‚dobrej kondycji psychofizycznej’ – utrata przytomności, drgawki, objawy braku kontaktu z rzeczywistością powodują niezaliczenie podejścia. Czy to dlatego, że organizatorzy starają się nie dopuścić, aby nurkowie traktowali takie zdarzenia jako coś normalnego i żeby nie dochodziło do poważniejszych przypadków utraty świadomości?
HS: Zawody we freedivingu przeprowadzane są wedle ściśle określanych reguł z zabezpieczeniem medycznym oraz asekuracją dla zawodnika w wodzie. Po wynurzeniu się zawodnik ma 15 sekund na zaliczenie tak zwanej procedury powierzchniowej, czyli ściągniecie okularów i zatyczki na nos, pokazanie dłonią znaku OK i wypowiedzenie po tym słów ‚I am OK’. Dzięki tym prostym zasadom znacznie zwiększa się bezpieczeństwo zawodników, którzy muszą umieć ocenić swój stan psychofizyczny. Ćwiczenia procedur powierzchniowych są ważnym elementem kursu freedivingu, w którym uczestniczyłam.
JS: Rekord świata mężczyzn w podwodnym pozostawaniu na bezdechu to ponad 11,5 minuty! Najwytrzymalsza kobieta osiągnęła wynik ponad 8 minut. Dla osoby która nigdy nie próbowała tej dyscypliny, wydaje się to wprost nieziemskim osiągnięciem. Jak długo trenują zawodnicy takiego formatu? Na czym polega ich największy atut?
HS: Granica naszych możliwości przesuwa się w zależności od intensywności właściwego treningu, indywidualnych predyspozycji fizycznych, a może nawet najbardziej predyspozycji psychicznych. Myślę, że atutem osób, które osiągają tak spektakularne sukcesy we freedivingu jest połączenie tych trzech elementów, związanych z realizacją pasji i determinacją w dążeniu do osiągnięcia celu. Czas, który potrzebny jest do osiągnięcia wysokiego poziomu we freedivingu zależny jest w bardzo dużym stopniu od nas samych.
Proponuję spróbować wstrzymać na chwilę oddech, przepłynąć pod wodą jak najdalej, zanurkować – można się zdziwić, ile jest w nas możliwości, a przy okazji być może odkryć swoją nową pasję.

JS: Czy freediverzy to dobrzy pływacy? Czy uczestnik kursu musi wykazywać się określonymi umiejętnościami pływackimi i czy takowe przydają się w nurkowaniu na bezdechu?
HS: Niewątpliwie dobre przygotowanie pływackie bardzo przydaje się we freedivingu, szczególnie w części basenowej kursu. Program kursu freedivingu, w którym uczestniczyłam, zakłada poprawę techniki pływania, ale nie są w nim niezbędne wyjątkowe umiejętności pływackie. Przeciętnie pływająca osoba poradzi sobie na kursie, a ten, kto pływa bardzo dobrze, może bardziej skupić się na innych ważnych elementach freedivingu. Największym problemem podczas nurkowania na wodach otwartych, którego sama doświadczyłam, jest kwestia wyrównywania ciśnienia, a nie poziom umiejętności pływackich.

JS: Jakie korzyści niesie za sobą takie nurkowanie? Czy ma to jakieś powinowactwo do pływania? Czy Twoje życiówki w basenie poprawiły się, odkąd zajmujesz się freedivingiem?
HS: Dzięki freedivingowi można stać się bardziej świadomym funkcjonowania własnego organizmu. Freediving nauczył mnie, że w sporcie ma znaczenie nie tylko przygotowanie fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne. Takie podejście przekłada się także na inne sfery życia.

Gdy zaczynałam zajmować się freedivingiem pomyślałam, że trochę pomoże mi on osiągnąć lepsze rezultaty w pływaniu. Z czasem freediving stał się dla mnie równie ważną pasją jak pływanie. Najczęściej rozpoczynam dzień treningiem pływackim, a kończę freedivingiem. Ten drugi jest miłym, odprężającym elementem, pozwalającym w przyjemny sposób zakończyć czasami męczący i intensywny dzień.
Odkąd trenuję równolegle pływanie i freediving, moje życiówki w niektórych konkurencjach pływackich nieznacznie się poprawiły. Dostrzegam jednak, że wraz z upływem czasu nie poprawiam już tak wyników w pływaniu, jak miało to miejsce na początku mojej przygody z zawodami w kategorii Masters. Na pewnym poziomie zaawansowania jest to naturalne. We freedivingu jestem w tej chwili na etapie osiągania swoich PB (personal best), dużo lepszych niż poprzednie.

Dziękuję bardzo za przybliżenie nam tej niezwykle ciekawej dyscypliny. Muszę przyznać, że chyba przekonałaś mnie, że nurkowanie ze wstrzymanym oddechem nie jest takim zupełnym szaleństwem! 🙂 Życzę nieprzeciętnych głębokości i imponujących życiówek pływackich i freediverskich.

Joanna Skutkiewicz